Niespiesznie, a nawet leniwie, płyną dni wakacji, od zbiórki do zbiórki, od lodów do drożdżówek, od niedzieli do soboty, Matka płynie wykonując tylko niezbędne zadania. Z głuchym pomrukiem toczy się machina dziejowa, otwierają się nowe kawiarnie, a Matce chwilami tak smutno, że szloch ściska za gardło. W czasie spaceru z Juniorkami do Matki dociera, że ten smutek, żal, czasem mocny gniew splątane gdzieś tam głęboko na dnie Matki, towarzyszą jej od tylu lat, stłumione, skłębione, nieprzeżyte. Tymczasem dojrzewa pomysł na warzywny pasztet, marnieje okazyjnie kupione awokado. Tylko jabłka prężą się dumnie na tacy prezentując sklepowe naklejki. Ciamkanie przy kolacji budzi Matkę z letniego odrętwienia. Czas na zmiany, na detoks myślowy i warzywny pasztet, czas na solidny wykrzyknik…

